Witajcie po dłuższej nieobecności! :-)
Od wielu dni planowałem ten wyjazd. Po pozytywnym rozpatrzeniu mojej kandydatury, po zaoferowaniu pracy w Warszawie, postanowiłem zaraz po zakończeniu roku szkolnego wybrać się do Stolicy. Nie przepadam za Warszawą, jednak przemawia przeze mnie nadzieja, że dzięki mojej pracy zmienię zdanie o tym mieście. W końcu to Stolica, miejsce, gdzie każdy Patriota powinien znaleźć chwilę dla siebie. Te instytucje kultur, miejsca, gdzie każda klasyczna dusza da radę odetchnąć... To właśnie jest dla mnie. I to najbardziej ciągnie mnie za sobą do Stolicy. Ale również i świat LGBT, który w Warszawie ma całą kolebkę. Mam nadzieję, ze nie będę żałował, ze podjąłem te decyzję. Nie znam miasta,okolic - jadę trochę w ciemno. Mogę się więc albo znacząco zawieść, albo wrócić z pełną motywacją do dalszych powrotów do Stolicy. Warszawa od wielu miesięcy mnie zachwycała, jednak cały ruch i natężenie mieszkańców mnie przeraża. Dobrze, że znalazłem odpowiednie miejsce do wytchnienia, które oddalone jest o blisko 20 kilometrów od Centrum Warszawy.
Dziś cały dzień był na wariackich papierach. Zaczynając od telefonu szefa (nie, nie tego z Warszawy, drugiego szefa z moich okolic), który już o 9 postawił mnie na nogach, czego na pewno nie przewidywałem, kończąc na zakupach, na które wybrałem się na czterdzieści minut przed rozpoczęciem akademii z okazji zakończenia roku szkolnego. Cały czas towarzyszy mi wrażenie, że czegoś nie wziąłem z domu, cóż, miejmy nadzieję, ze to tylko dziwne przeświadczenie.
Nadszedł dłużący czas akademii. Część oficjalna poszła wyjątkowo gładko jak na tę szkołę, tudniej jednak określić tak przebieg drugiej części, tej artystycznej, na którą składały się trzy akty. Zaproszeni zostali młodzi (powiedziałbym bardzo młodzi) uczniowie Szkoły Muzycznej, których wiek na pewno nie przekraczał 9 lat, którzy na akordeonach zagrali znane utwory klasyczne i akordeonowe w wersjach solo, jednak ich wspólnym repertuarem był utwór Libertango autorstwa Piazzolla. Jaki dar i jakie umiejętności miały te dzieciaki! Nie mogłem wyjść z podziwu. Cóż, dobrze, że moje umiejętności fortepianowe dorastają im do pięt, bo żałowałbym tak wielu lat nauki gry na instrumentach klawiszowych.
Część artystyczna zakończona, na 45 minut do mojego autobusu. Cóż - muszę uciekać! Trzeba się przebrać, odświeżyć... jednak bez świadectwa ani rusz. Po dwóch zdaniach zamienionych z wychowawcą dostałem świadectwo. Nie obeszło się bez czułych i ciepłych pożegnań - jednak to normalne przy zakończeniach roku, szczególnie tych, które uwieczniają zakończenie etapu edukacji.
Szybki prysznic, przebranie się i... wielki wyjazd! Słowa te piszę z Katowic, siedząc na wygodnej pufce w Restauracji Subway. Polecam miejsce, naprawdę smacznie, choć trochę drogo. Czeka mnie teraz pociąg, do którego mam obecnie 23 minuty. Później - chwila w Stolicy, dojazd do kwatery i zasłużony sen.
Boję się. Każdy boi się nieznanego. Ale to normalne. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli. Liczę na to, że wartość portfela, którą dysponuję wystarczy mi na pokrycie kosztów życia w Stolicy w okresie tych ośmiu dni, kiedy tam będę. Pierwszy raz wybieram się poza dom na okres tak długi. Zawsze jechałem na akcje zorganizowane, gdzie miałem zapewniony nocleg, żywienie... Jednak dziś czuję długoterminową wolność, której tak bardzo potrzebuję - szczególnie przed maturą. Życie potrafi zaskoczyć, dziś zresztą zauważyłem ciekawy cytat, którego przekaz postaram się przytoczyć: głupi ten, który nigdy się nie dziwi. Tak, taka prawda. Życie jest jednym wielkim elementem zaskoczenia, czasem pozytywnym, czasem odciskiem na pięcie, jednak zawsze zaskakuje. Wiem, że przez te osiem dni również doznam wielu zaskoczeń, na które jestem gotowy. Nie boję się ich, ponieważ potrafię wziąć je na swoją wielką klatę.
Nie wiem, czy uda mi się ponownie zakochać w Warszawie. Może okazać się, że Stolica stanie się moim drugim domem - może wtedy docenię jej piękno? Sam nie wiem. Wiem, ze Kraków zawsze był mi bliski, jednak czas odciąć się od Małopolski. Mam dość galicyjskiego zapachu, którym przesiąkam aż do dna. Warszawa daje większe możliwości do działań społecznych, politycznych czy też do samorozwoju. Muszę się przekonać do innego, muszę to inne poznać. Na wstępie wiem jednak, że GPS w moim telefonie niezbyt płynnie wskazuje drogę, a w przypadku braku znajomości miasta to spory problem. Cóż - może pozostają tradycyjne sposoby by sobie poradzić? Może czas powrotu do tradycyjnej, oldscoolowej mapy? Któż wie.
Ciężko znaleźć miejsce, gdzie z przyjemnością zagrzewa się swoje miejsce. Ja próbuję, może zbyt często, gdyż ciężko ustać mi w jednym miejscu. Niech każdy z Was odnajdzie miejsce, gdzie z przyjemnością spędzi zatrzymany dla siebie czas. Odnajdźcie miejsca, miejscowości czy przestrzenie, które dadzą Wam obszar do rozwoju. I proszę, pamiętajcie - nigdy, przenigdy nie dopuszczajcie do sytuacji, w której będziecie siedzieli bezczynnie, bez pomysłów na siebie, bez zmian. Lepsze zmiany na gorsze, niż ich brak. Należy próbować siebie, gdyż tylko tak możemy skutecznie iśćc naprzód. Zmiany są straszne, nigdy nie wiadomo, czy będą korzystne, czy też nie. Ale myśląc o doświadczeniach, negatywnych skutkach naszego próbowania samego siebie, możemy odnaleźć prawdziwe miejsce, prawdziwego siebie, gdzie bez problemu rozbierzemy wszystkie maski i weźmiemy głęboki oddech. I takiego miejsca, gdzieś bardziej lub mniej zakopanego w Waszych sercach Wam życzę.
Odnajdźcie siebie! Odpocznijcie od rzeczywistości. Rozwijajcie się. I na koniec - nie stójcie w miejscu. To całe motto niniejszego wpisu.
Pozdrawiam odwiedzających :-).