niedziela, 15 marca 2015

Pierwszy raz do "n"-tej, czyli szaro-kolorowe odcienie życia "codziennego" (?)

Hej!

Tak... znów w moim życiu dzieje się tyle przełomowych wydarzeń... Siedzę w swojej kitce, która została mi przyznana w ramach "mieszkania pracowniczego" w Anglii. Jestem tutaj od czwartku, jednak targa mną tak wiele emocji.

Ale od początku. Przesło dwa tygodnie temu dostałem propozycję, by wyjechać do UK do pracy. Ci, co mnie znają, dobrze wiedzą, że było to moje marzenie. Choć tym razem dość niestosownie zsynchronizowne w czasie... Ale o tym kwałek dalej. Praca w Anglii - fizyczna, w Tesco mieszczącego się w Snoodland. Praca wydawała się nie łatwa, na pewno nie trafiała w moje ambicje, ale cóż - za angielską kwotę wynagrodzenia mogę tutaj być niewolnikiem.

Oczywiście podjąłem decyzję o wyjeździe. Miałem dwa tygodnie na przygotowanie wszystkiego. Od planu podróży, funduszy, przez zakupy i pakowanie przechodząc. Naprawdę podobała mi się wizja wyjazdu. Miałem w głowie, że zostawiam tutaj osobę, którą kocham całym sercem. Pokusiłem się "spontaniczności"; typowej zasadzie Polaków - "jakoś to będzie". Tak, czas minął tak szybko i nie zauważenie pojawił się czwartek, dzień mojego odlotu...

Był to dzień naprawdę smutny. Kilka minut po 3 wsiadałem do taxi, by dotrzeć na krakowskie Balice. W sumie już od wieczora dnia poprzedniego w atmosferze czuć było smutek, ból i tęsknota, która ogarnęła nas wszystkich. Na przemian śmiech, czułe słowa, smutek i łzy. NIENAWIDZĘ ROZSTAŃ! A może raczej - pożegnań?

Przed tym, kilka dni wcześniej, by uciec od całego smutku do Polski, łaknąłem każdego zdania i słowa z erotycznej (w mojej opinii to naprawdę za duże słowo...) powieści E.L. James - "Pięćdziesiąt twarzy Greya". W sumie do teraz nie rozumiem tytułu, nie rozszyfrowałem tychże pięćdziesięciu twarzy, ale cóż. Po obejrzeniu filmu musiałem zapoznać się z książką. Powiem szczerze - BDSM naprawdę nie jest taką złą sprawą :-).

Bałem się. Lotu, nie powodzeń, utraty miłości. Bałem się, że wszystko doszczętnie się rozpadnie, że się zjebie cały otaczający mój świat... Chyba się jednak tak nie stało - choć nie chcę mówić chop, zanim nie skoczę.

Pierwsze razy. One zawsze są najlepsze. Dodające skrzydła, pobudzające adrenalinę, poszerzające horyzonty. I u mnie tak było. Pierwsza odprawa na lotnisku. Pierwszy lot samolotem. Pierwsza przesiadka samolotowa. Pierwszy raz w obcym kraju. Pierwszy raz odprawa elektroniczna po przelocie samolotowym... Potem pierwsza podróż metrem i pociągami, które poruszają się "nie tą stroną". Pierwsze angielskie rozmowy... pytanie o drogę. Przejazd samochodem po lewej stronie ulicy. Pierwsze (niestety negatywne) emocje wiążące się z wejściem do mieszkania... Mimo tego wszystkiego, dzień uważałem za niezły.

Ciotka Wiki twierdzi, że w UK panuje dość deszczowy klimat. Mimo wszystko, świecące słońce, przyjaźni ludzie i ogólnie... Anglia powodowały uśmiech na twarzach. To jest niesamowite. Obcy ludzie chcący Ci pomóc, otwarcie rozmawiający o wszystkim... uśmiechnięci i żyjący w swoim, cholernie zwolnionym tempie. I cisza - wszędzie cisza, spokój na każdym kroku - to wszystko tak bardzo mi się podobało, poruszało moje dziecinne pragnienia ucieczki. I pełna akceptacja i toleranacja. Możesz w bamboszach i stroju nocnym wyjść do spożywczaka po bułki i naprawdę nikt Cię nie zauważy, nie wyśmieje. Ale cóż się dziwić. Codziennie na ulicach mijasz mułzumanów, czarnoskórych, gejów, chińczyków... Ludzie przywykli. 

Polska nie daje tego komfortu. Wszyscy pędzą na zabicie karków, myślą o tym, co ich ściga. W Anglii bardzo łatwo rozpoznać Polaków. Gdy jadą autem, zawsze jadą szybciej, niż reszta. Częściej klną, dają wycisk. Czują się "Panami", którzy dostali trochę więcej pieniędzy. A zapierdalają za minumum. Choć to minumum jest wystarczające tutaj. I to mnie boli najbardziej - mój Kraj, Ojczyzna, Moja Polska nie dała mi tego, co do ZWYKŁEJ egzystencji potrzebne. Moja Ojczyzna straciła kolejnego patriotę, który musi uciekać - jak bocian - by przeżyć.

Tutaj zauważalne jest jedno - będąc Polakiem, najbardziej należy bać się tutaj... drugiego Polaka. Dużo dzieli nas od Żydów - niestety. Nie potrafimy sobie wzajemnie pomagać. Nie znamy patriotycznego braterstwa. Nie wiemy, czym jest polska gościnność i wzajemna pomoc. Wynajmuję pokój od angielskiej firmy, którą zarządza anglik, jednak reprezentuje go (jak domniemam) całkiem dobrze zarabiający Polak. Możecie mi uwierzyć, że tak butnego, chciwego i skurwysynowatego człowieka nigdy na ziemii nie widziałem. Zastanawiam się czasem, jak Matka Polska może wydawać na świat takich ludzi...?

Pokrzepiające jest to, że tutaj też można zasmakować polskich smaków i zapachów. Choć nazywanie nas starymi, polskimi hamami to przesada :P.

Wspomniałem o niestosownym zsynchronizowaniu w czasie. Zasadniczo o tym chciałem tutaj napisać, jednak okazuje się, że na tym zakończę. Chciałbym w tym miejsu wrzucić utwór, który powoduje, że od dobrych kilku godzin mam łzy w oczach. Wrzucę playlistę, będzie łatwiej...


"Quando sei lontana
Sogno all'orizzonte
E mancan le parole
E lo si lo so
Che sei con me con me
Tu mia luna tu sei qui con me
Mio sole tu sei qui con me
Con me con me con me"

Cisną mi się słowa: "nie takim mężczyzną chciałem być przy Twoim boku". Bo taka jest prawda. Nie powiedziałem: "żegnaj". Powiedziałem - do widzenia... Gdyby nie Ty, moja decyzja byłaby zdecydowanie pewniejsza. Ale bez Ciebie przy moim boku Anglia jest tak szara - mimo wszystkich kolorów. Radość łamie się ze smutkiem, tęsknotą. Gdybym Cię nie poznał, nie zakochał się w Tobie; gdybym zmuszony był uciec z Polski - zrobiłbym to z większą radością. Lecz w Polsce tzymasz mnie Ty, wraz z moim sercem, a rozum podpowiedział - jedź. Wybór był cholernie trudny. Posłuchałem rozumu, choć serce przekonywało mnie znacznie mocniej. Eeeeh. Gdyby nie Ty - czułbym się dużo gorzej, niż teraz. Cieszę się, że jesteś - choć Cię nie mam. Cieszę się, że przetrwamy. I cieszę się, że wspierasz mnie na każdym kroku, starasz się zrozumieć - chociaż Cię to boli. Przepraszam, że Cię krzywdzę, choć uwierz - siebie krzywdzę bardziej.

I raz jeszcze muszę wrzucić tutaj ten utwór - na porzegnanie.