Cześć.
I zasadniczo na tym mógłbym poprzestać. Od dobrych kilkudziesięciu minut zastanawiam się, jak to wszystko wyrzucić z siebie, jak to wypluć tak, by poczuć się spokojnym. Ale chyba się nie da...
Dziwny zbieg zdarzeń. Dwa dziwne charaktery. Dwie odrębne osobowości - bez wspólnego spoiwa. Dwa bieguny, przeciwne bieguny, które jednak pałają do siebie miłością. Zakochały się w sobie, niewiedząc czemu. Oba wiedzą, że - mimo pełni przeciwności - są sobie potrzebni.
Jeden - ten ujemny, ciepły, choć dziecinny, chodzi jeszcze do szkoły. Robi wszystko, co robią wszystkie bieguny w jego wieku. Nieporadny maniak komputerowy, który nie potrafi otworzyć się do ludzi - bo, jak sam twierdzi, nienawidzi ludzi. Nieufny, ciągle zarzucający kłastwo i niedotrzymywanie obietnic. Dziecinny w swojej prostocie. Nierozumiejący realiów świata i tego, że wiele planów może się zmienić przez zewnętrze czynniki. Zamknięty na racjonalne tłumaczenia. Trochę narcystyczny. Żyjący wg zasad i standardów, które wyniósł ze swojego dzieciństwa. Rozpuszczony. Niedopuszczający do siebie prawdy. Totalnie zależny od wszystkich. Introwertyk? Ceniący spokój i harmonię. Potrzebujący mentora, akceptacji i ciepła. Wielokrotnie skrzywdzony przez świat. Nadmiernie przejmujący się obiektywnie nieistotnymi problemami. Wymagający prostych komunikatów. Nie potrafiający czytać "między wierszami". Mimo wszystko wierny, kochający i przywiązany.
Z drugiej strony - plus. Również ciepły. Ambitny - może trochę na wyrost? Stabilny emocjonalnie. Dojrzały. Pomocny. Kochający. Leniwy. Trochę egoistyczny, z tendencjami do kłamstwa i manipulacji. Chcący zmiany na siłę. Mimo wszystko - zakochany po uszy. Ufny, choć do czasu. Towarzyski, otwarty, cierpliwy... Obiektywny i jasno stawiający sprawę - pomimo swojej filozoficznej natury. Z jasno określonymi priorytetami. Może zbyt materialistyczny, Energetyczny, ceniący przewagę, którą posiada. Potrafiący pomóc... Mało atrakcyjny, co odejmowało kilka procent pewności siebie.
I takie dwa bieguny, w październiku zeszłego roku trafiły na siebie. Z atmosfery można było wyczuć klarowne "nic z tego nie będzie". Jednak kilka tygodni znajomości wystarczyło, by te dwa bieguny podjęły próbę. Próba ta szybko się weryfikuje - nie są one dla siebie stworzone. Ale się nie poddają. Wciąż to nowe wyzwania, kompromisy. I się udaje. Mimo wielu kłótni, kilku "zerwań" związek tych biegunów przeżywa praktycznie 3 miesiące (zasadniczo dzisiaj, 15, jest równa rocznica). Raz na wozie, raz pod wozem - ale zawsze następował ten zwrot z powrotem za stery wozu.
Pamiętam, jak te dwa przeciwne bieguny spędziły ze sobą tyle wspaniałego czasu... oglądając filmy, chodząc do kina, wygłupiając się, rozmawiając... tęskniąc, wracając, robiąc coś zupełnie innego - ale przy wspólnym towarzystwie. Zawsze jeden biegun mógł przyciągnąć ten drugi, by choć na chwilę pogadać, pomóc... popatrzeć sobie w biegunowe oczęta, pocałować usta... przytulić. I razem zasnąć...
I tak przeżyli wiele prób ratowania tego, co tak bardzo ich trzymało przy sobie. Podejmowali wiele prób, które zawsze kończyły się radośnie. Nie tym razem...
Dzisiaj oba bieguny przeżyły dość poważną rozowę. Mimo, że dzieli ich prawie 1700 km, poprzez smsy udało im się porozmawiać. Choć rozmową tego nazwać nie można. Była to najzwyklejsza kłótnia, która nie zakończyła się happy endem. Oba bieguny czują, że się utraciły. To widać po ich rozmowach. To ich boli. Boją się, że nie będzie wielkiego powrotu. Dla plusa ta sytuacja jest jasna ze zerwaniem całego kontaktu, bo nie da rady utrzymać kontaktu po wszystkich TYCH słowach. To zbyt bolesne.
Nie wiem, jak ta historia się zakończyła. Jutro, ostatni raz, oba bieguny podejdą do "stołu negocjacyjnego" ostatni raz. Już dzisiaj starają się przygotować do jutra. I któż wie, może plusowi ten post bardzo w tym pomaga...?
Dziś mocno czuję siłę tego kawałka:

