środa, 8 stycznia 2014

Love is like a drug...


"Miłość jest jak narkotyk. Na początku od­czu­wasz eufo­rię, pod­da­jesz się całko­wicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a za­pomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a za­pomi­nasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to sa­mo co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość."
Paulo Coelho - "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam"
Dość ciężkie słowa, czyż nie? Człowiek staje się narkomanem miłości... Czy musimy być tak głupi w tej kwestii, że zawsze się uzależniamy? Wiemy, że to będzie bolało, a za każdym razem wpadamy cholera w ten nałóg... Na dodatek nieszczęścia chodzą parami. I tak było i u mnie...
Ostatnie trzy tygodnie to okres ciągłych niepowodzeń, porażek. Braku motywacji. Chęci śmierci. Cóż... Może przejdzie, prędzej czy później. Musi się ułożyć, taka kolej rzeczy.
Dzisiaj słucham w kółko znanego nam ze Shreka utworu... Taki tam nastrój, który powinien prędzej czy później ulec zmianie.


Dzięki za wizytę, pozdrawiam, zapraszam ponownie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz