"Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość."
Paulo Coelho - "Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam"Dość ciężkie słowa, czyż nie? Człowiek staje się narkomanem miłości... Czy musimy być tak głupi w tej kwestii, że zawsze się uzależniamy? Wiemy, że to będzie bolało, a za każdym razem wpadamy cholera w ten nałóg... Na dodatek nieszczęścia chodzą parami. I tak było i u mnie...
Ostatnie trzy tygodnie to okres ciągłych niepowodzeń, porażek. Braku motywacji. Chęci śmierci. Cóż... Może przejdzie, prędzej czy później. Musi się ułożyć, taka kolej rzeczy.
Dzisiaj słucham w kółko znanego nam ze Shreka utworu... Taki tam nastrój, który powinien prędzej czy później ulec zmianie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz