Witajcie!

Dziś coś o filmie.
Oglądałem go z zapartym tchem. Nie wiem, dlaczego. Czy to taniec tak mnie zaintrygował? A może tematyka, którą ten film porusza? Sam nie wiem. Ale
zachęcam do obejrzenia.
Na ten film trafiłem przez przypadek. Jako ex-tancerz (chociaż - można zapomnieć, jak się tańczy? To jest jak narkotyk... To jest jak jazda na rowerze czy łyżwach... Czy więc powinienem nazywać się ex-tancerzem? Pewnie nie... Ale to nie temat na dziś) szukałem nowych pozycji w filmotece tańca. I trafiła się. Świetnie zapowiadająca się pozycja, intrygujący tytuł - to mi wystarczyło, by obejrzeć ten film. Soundtack do filmu również niebagatelny... I tak oto jestem kilka godzin po przepięknym filmie, jakim był "Pięć Tańców".
Postanowiłem o nim napisać. Zastanawiacie się pewnie, skąd tytuł i dlaczego poruszam w ogóle tą pozycję. Już tłumaczę. Nie jest w moim zamiarze przekonywać kogokolwiek do treści LGBT. Ale ten film to nie tylko LGBT...
Oficjalny trailer filmu "Five Dances"
 |
| Theo (po lewej) & Chip (po prawej) |
Film ten podzielony został na pięć tańców - stąd też tytuł. W każdym z nich, coraz głębiej poznajemy problemy bohaterów. Nie spotkamy w filmie więcej, niż pięciu bohaterów. Nie ujmą nas bogate kostiumy czy przesadna sceneria... Oglądając film trafimy na nieliczne retrospekcje, które nadają mu piękna. Miejscem akcji sporej części filmu jest studio tańca, gdzie piątka aktorów przygotowuje się do Pokazu, który jest wyłącznie epizodyczny. To tam mamy okazję doświadczyć wielkich uniesień talentów tanecznych, gdzie ciężko odróżnić klasyczny balet od lyrical jazzu. Wprawia nas to w niesamowite taneczne osłupienie, pokazując taniec opowiadający historię. Każdy z pięciu tańców to "nowa historia", nowe odkrywanie siebie. Każdy znajdzie w tych choreografiach coś z siebie, każdy również odnajdzie siebie w epizodach filmowych.
Soundtrack z tego Filmu
Oglądając Pięć Tańców czułem się, jakbym oglądał film niemy. Niemalże cały film (przypuszczam, że 50 minut z godziny dziesięć) to taniec, bez słów... Czasem zdarza się komentarz, czasem spotkać możemy opowieści bohaterów o sobie samych. Film ten przyprawia mnie ciarek na całym ciele. Wybitnie świetnie muzyka sprawia, że czujemy nastrój, który kreuje sam film.
 |
Jedno z
męsko-męskiego
partnerowania |
Chip (w roli Ryan Steele) z każdym tańcem zaczyna czuć miłość do Theo (Reed Luplau). Czy będą razem? Czy będzie "happy end"? Tego nie zdradzę. Powiem jednak, iż oboje przeżywają miłosne uniesienia, tak więc miłość ta nie jest jednostronnym zakochaniem. Z każdym tańcem Reżyser (Alan Brown) ukazuje budowanie ostatecznego Cuda Tanecznego - i nie bez przypadek używam tych słów. Wraz z budowaniem pokazu, budują się historie, które w rzeczy samej są proste, lecz bardzo mocno sentymentalne. Ah. I pamiętajcie o jednym: w tańcu klasycznym i jazzowym nie ma kanonów, które określałyby płeć dwóch osób w jednym partnerowaniu. Czyli nie jest nadzwyczajnym, że dwie kobiety lub dwóch mężczyzn są choreograficznie zaangażowanych w jedno partnerowanie. Tutaj jest dowolność choreografa.
Na prawdę brakuje mi słów, by opisać ten film. Każdego z Was zachęcam do oglądnięcia. To nie jest film z serii: "debilne filmy o gejach". Homoseksualizm jest jednym z wątków. Ale pojawiają się też i heteroseksualne wątki (dość mocno erotyczne...). By podsumować temat filmu, pójdę za słowami z Premiery:
"Filmed with rare sensuality. A beautiful emotional voyage!"
("Nakręcony z rzadką zmysłowością. Piękna podróż emocjonalna!")
Zapraszam na stronę poświęconą filmowi.
Pozdrawiam serdecznie!
Ps. Film do pobrania stąd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz