Tutaj, w moim drugim domu (choć nie czuję tu takiej swobody jak w Warszawie - to już nie to samo), mam pracę - mam nawet cztery umowy... Nie cierpię na brak pieniędzy, jednak... Mam wszystko, jednak - zasadniczo nic... Pieniądz? Nim sobie dupę można podetrzeć. Satysfakcje? Chwilowa... Zmęczenie - nieprzeliczalne... To nie jest ideał życia, o którym marze... Nawet przyjaźnie nie są obecnie niczym stałym... Wszystko przemija, tylko wygląd się pogorszą i mozg smutnieje i głupieje, wpadając w pojebane kanony, które ograniczają...
W Krakowie wszystko przemija. Przemija czas, przemija autobus za autobusem, co też jest oznaką mijającego czasu. Nawet miłość... Pojawia się i znika...
Nie wiem, czy zasługuję już na kogokolwiek. Może jestem spisany na straty i wieczne życie w samotności? Sam nie wiem... Wiem, że ogranicza mnie czas, siły, możliwości... ale są też inne kanony, które nie dają mi żyć... Chciałbym się od nich oderwać, porzucić - niczym Peter Paul Rubens z Trzema Gracjami. Jednak nie da się... Można żyć w przekonaniu, jednak - cóż, świat obraca się wokół ideałów, które nie istnieją...
"You touched my heart you touched my soul.
You changed my life and all my goals.
And love is blind and that I knew when,
My heart was blinded by you."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz