wtorek, 19 sierpnia 2014

Wielki, cichy, pusty i smutny Kraków...

Jestem w Krakowie dopiero od tygodnia. Wielkie miasto, utrata bezpośredniego kontaktu ze starymi znajomymi, z osobami, które uznawało się za przyjaciół, daje do myślenia... Zmusza do nowych, poważniejszych rozważeń. Zasadniczo - doprowadza do głębokiej depresji.

Tutaj, w moim drugim domu (choć nie czuję tu takiej swobody jak w Warszawie - to już nie to samo), mam pracę - mam nawet cztery umowy... Nie cierpię na brak pieniędzy, jednak... Mam wszystko, jednak - zasadniczo nic... Pieniądz? Nim sobie dupę można podetrzeć. Satysfakcje? Chwilowa... Zmęczenie - nieprzeliczalne... To nie jest ideał życia, o którym marze... Nawet przyjaźnie nie są obecnie niczym stałym... Wszystko przemija, tylko wygląd się pogorszą i mozg smutnieje i głupieje, wpadając w pojebane kanony, które ograniczają...

W Krakowie wszystko przemija. Przemija czas, przemija autobus za autobusem, co też jest oznaką mijającego czasu. Nawet miłość... Pojawia się i znika...

Nie wiem, czy zasługuję już na kogokolwiek. Może jestem spisany na straty i wieczne życie w samotności? Sam nie wiem... Wiem, że ogranicza mnie czas, siły, możliwości... ale są też inne kanony, które nie dają mi żyć... Chciałbym się od nich oderwać, porzucić - niczym Peter Paul Rubens z Trzema Gracjami. Jednak nie da się... Można żyć w przekonaniu, jednak - cóż, świat obraca się wokół ideałów, które nie istnieją...

Dzisiaj żyję na dopalaczu, którym jest James Blunt. Goodbye My Lover...

"You touched my heart you touched my soul. 
You changed my life and all my goals. 
And love is blind and that I knew when, 
My heart was blinded by you."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz