Ciągle dążymy do tego, by nasze lokalne otoczenie sprawiało nam jak najwięcej radości... Jednak gdy tak się nie dzieje, uciekamy od tego, co złe... Ucieczką od złego jest smutek. Ucieczką od spalonego jest ból... Ucieczką od bezsilności jest... poszukiwanie miłości, która istnieje. Istnieje, tylko w naszych snach...
Dzisiaj spędzam czas na ciągłej ucieczce. Mam dość przemyśleń. Mam dość chwil kryzysu i bezsilności. Spotkałem wczoraj na swojej drodze pewną osobę... Cholernie inteligentny okaz. Ma na imię Artur :D. Stwierdzam, że tak pozytywnej osoby nie poznałem dawno. Dodaje mi sił. Jest podporą, jaką do tej pory nikt z moich bliskich nie potrafił być. Czyżby dlatego, że jest obcy? A może dlatego, że nie musi męczyć non stop moich problemów? Nie znam go zbyt długo. Ale chciałbym, by znajomość ta przetrwała wieki, by nabrała status prawdziwej przyjaźni, którą tak rzadko można spotkać w dzisiejszym świecie.
Stwierdzam, że potrzebuję spaceru. Środkiem nocy. Pośród drzew, drogą do plaży... Wakacje są po to, by odpoczywać... Mnie jednak tego odpoczynku brakuje. Non stop problemy, przeżycia, nie do końca chciane emocje. Błędne ścieżki prowadzące donikąd... Moją dewizą są słowa Humani nihil a me alienum puto. Jednak żyjąc w ciągłym okresie gravida eclipsis ciężko odnaleźć szczęście. Tym bardziej, że szczęście ma kolory przeciwne do zaćmienia... Owszem, jest ono piękne. Ale jest zbyt ciemne. I na dłuższą metę można wyblaknąć.
Liczę na to, że jednak moje życie szybciej niż później nabierze sensu.
Vita non morietur!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz