niedziela, 18 stycznia 2015

Rok, kolejny rok - za nami...



Hej Wam! Tym razem chciałbym zacząć od piosenki. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego akurat na nią padł wybór. Może dlatego, że ją lubię? Sam nie wiem.


Tak. Kolejny rok za nami. Wyjątkowo ten, mijający 2014, poleciał jak z płatka... Masa porażek, kilka sukcesów, zdana matura, koniec szkoły... To był definitywnie najtrudniejszy rok w moim życiu.


Podsumowanie piszę z pewnym opóźnieniem. Każdy wie, jaki jest styczeń. Początek roku jest niezbyt lepszy od jego końca. Masa pracy, odbijania się od problemów wynikłych z przerwy świątecznej... Nie jest to złe, jednak... odbiera spore pokłady sił i energii.


Ostatnie tygodnie spędzam praktycznie poza domem w Krakowie. Nakład obowiązków, problemów i potrzeb (w tym tych sercowych) powoduje, że praktycznie nie wiem, jak się nazywam. Dobrze,  ze ktoś jednak wymyślił dowody osobite. Przynajmniej mam pewność, że ja to ja.


Tak. Szkoła. Wtedy działo się najwięcej. Ciągłe olewanie, nadmiar czasu wolnego (wymuszonego wolnego) od szkoły. praca społecznika, wolontariat... i ciągłe narzekanie, że brakuje czasu na życie. Z pewnością wyłączyłem etap życia towarzyskiego. Nie było ono mi potrzebne do szczęścia. Choć w sumie tak bardzo się myliłem....


Potem matura. Ona przyniosła ze sobą najwięcej stresu. Sukcesy i porażki, jedno wielkie gówno. Życie, które nie mogło się ułożyć. Strata czasu. Zyskanie papierków - egzaminu dojrzałości  i kwalifikacji zawodowych. Czyli wszystko to, o czym lepiej zapomnieć...


Dalej - praca. Trafiłem do kogoś, kogo do dziś szanuję. Wiele się naucyzłem - mimo wszystkich niepowodzeń. Mimo obustronnie wyciągniętego wniosku: to nie to. Życie daje w kość. Nawet w pracy.


A potem - Kraków. Od dnia przeprowadzenia minęło dokładnie 9 miesięcy. Cztery podjęte prace. Trzy niewypały. Masa zapierdolu, który definitywnie nie przekładał się na finanse... Studia, szybka rezygnacja. Problemy finansowe... Zasadniczo tak wygląda Kraków.


Życie towarzyskie jednak kwtiło. Od lat nie spędzałem swojego czasu tak fantastycznie. Nie poznałem wcześniej tak fantastycznych ludzi - nawet z tych dramatycznie płatnych prac. I nie kochałem będąc kochanym - od lat... Kraków zmienia ludzi. Może dlatego, że ludzie zmieniają Kraków?


Ta wyjątkowa osoba leży za mną, starając się zasnąć. Prosi, bym dołączył. Jednak ja muszę zrobić ten bilans. Jest on z pewnością mało dokładny i rzetelny, jednak wszystko to, co się działo, na długie lata poozstanie w mojej pamięci. MUSI. Dlaczego? Bo właśnie doświadczenia uczą człowieka żyć. I to własnie one umożliwiają odzyskanie starodawnego klucza do sukcesu, klucza do jutra i klucza do szczęśćia.

Trzymajcie się, do zaś! :-)

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz