sobota, 28 lutego 2015

I wanna be free... outside.

Hej Wam!
Tym razem - o wszystkim, czyli o niczym. O tym, co jest, było - ale czy będzie? O nieszczęściu w braku szczęścia. Czyli, chyba najprościej, o życiu...

Na początek utwór, który do mnie wrócił po latach - niczym bumerang.

Patrica Wolfa miałem okazję poznać w czasie OFF Festivalu w Katowicach w 2013 roku. Przypomniałem sobie o tym wykonawcy kilka dni temu - chyba z racji planów na najbliższą przyszłość (o tym za moment). Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie: "jak to możliwe?", ale człowiek - podejrzewam, że całkiem nieumyślnie - powraca do filmów, książek, ale też i muzyki, która dotyka jego obecnych boleści (pewien czas temu zresztą prowadziłem facebookowy dysput na ten temat z Pewną Nauczycielką, która notorycznie trafia w to, co lubię, trafia "we mnie całego").

Tak więc przed Państwem - Patric Wolf z utworem Together.


"London Bridge, the rain.
At last, back in these arms again.
I'm sorry I hurt you,
I hurt me too.
Forgive my jealousy,
That's not the man I longed to be,
By your side my whole life,
True love knows no sacrifice."

(Londyński most, deszcz
W końcu, znów w tych ramionach
Przepraszam, że cię krzywdzę
Siebie też krzywdzę
Wybać mi mą zazdrość
Nie takim mężczyzną pragnąłem być
Przy twym boku całe życie
Prawdziwa miłość nie zna poświęcenia)


Życie w Polsce nie daje predyspozycji do rozwoju. Nie daje szansy wzrastania. Nie gwarantuje pracy, szczęścia - nie gwarantuje nawet poczciwej śmierci. Nawet próba życia politycznego skończyła się fiaskiem. W Polsce trzyma mnie miłość, rodzina i... działalnośc społeczna. Jednak pewien czas temu usłyszałem bardzo mądre słowa (choć na chwilę obecną nie mogę sobie przypomnieć ich autora): "Żeby być wolontariuszem, musi Cię na to stać". Co z tego, że posiadam odwagę serca, zapał w duszy i pomysły w głowie, gdy brakuje pieniędzy i czasu, by się w tej materii realizować?

Wiecie już, dlaczego akurat ten utwór? Jest on cały o bólu, utracie kogoś, kogo tak bardzo się kocha. Polska znów na pewien czas (a może na zawsze?) straci wspaniałego patriotę, który naprawdę kocha swoją Ojczyznę - mimo całej jej niedoskonałości. W końcu miłość powinna opierać się na docenianiu zalet i pełnej akceptacji wad.

"And I can do this alone,
But we can do this so much better,
Together, together, together."

(I mogę zrobić to sam,
Ale znacznie lepiej moglibyśmy zrobić to
Razem, razem, razem)

To naprawdę boli. Chcę, byśmy cały czas "robli to lepiej RAZEM". Kilometry powodują, że pojawia się potrzeba poświęceń. Pojawia się smutek, potrzeba fizycznej i emocjonalnej bliskości. Pojawiają się frustracje, kłótnie. W ułamku sekundy tracisz zaufanie najbliższej Ci osoby. Musiszę się z tym pogodzić, choć wiesz, jak bardzo ranisz siebie, jak bardzo krzywdzisz osobę Ci najbliższą. Tak - "nie takim mężczyzną pragnąłem być przy Twym boku na całe życie"...

Chcę wyjechać do Anglii. W tempie natychmiastowym. (Nie)stety (?) - pojawiła się propozycja. 12/03 być na miejscu. Kalkukując, miesięcznie w portfelu jakieś 5.000 PLN oszczędności. Aż trudno nie skorzystać. Ale samotność, smutek i pragnienie naprawienia mojego wyjazdu przez cały czas będzie mi towarzyszył w czasie pracy, czasu wolnego, zabawy... choć nie wiem, czy dam radę się bawić.

Powyższa piosenka daje jednak jakąś cząstkę nadziei:
"Więc odrzucam honor, 
Przyciągam cię bliżej i obejmuję, 
Więc rozdzieleni padamy, ale mocniej stoimy.

Razem.
Razem.
Razem.
Razem.
Razem".
I put my honour in the waste,
Pull you closer and embrace.
So divided we fall, but stronger we stand.

Together.
Together.
Together.
Together.
Together.

Mam nadzieję, że dzięki temu staniemy mocniej, pomimo chwilowego rozdzielenia...

Ciężko wyrzucić z siebie to rozdarcie. Ciężko uspokoić serce, ciężko też zabić myśli. Idealnym określeniem jest bohater tragiczny. Za niego się własnie poczuwam. Niezależnie od ruchu, od posunięcia - zawsze wyląduje nie po tej stronie barykady...
Trzymajcie się. Zapewne wrzucę kilka zdjęć z Londynu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz