Utrata kogoś, kogo się naprawdę kocha, bardzo boli. Walczyłem z przeciwnościami, które notorycznie pojawiały się na naszej drodze. Pojednałem dwie zwaśnione strony. Byłem - niezależnie od pory dnia, natłoków obowiązków czy miejsca. Zrobiłem wszystko, by było nam dobrze. I było. Byliśmy tak szczęśliwi. Głęboko i prawdziwie szczęśliwi. Otrzymaliśmy przychylność, o którą tak długo walczyliśmy. Potrzebujemy się. Wszystko się układało. Ale widzę, że szczęście nie może trwać wiecznie...
I się zjebało. Przychylność zniknęła zaraz po odzyskaniu pewności i równowagi. Na nowo zaczęła się kłótnia i walka. Z obawy o Twoje bezpieczeństwo, napisałem kilka słów za dużo. Bałem się, że bez mojej ostrzejszej reakcji, sprawa skończy się awanturą, której Ty nie przeżyjesz. Chciałem naprawdę dobrze, ale nie przewidziałem reakcji mamy, osoby, która okazała sztuczną przychylność. Przeraziłem ją. Straciłem jej zaufanie. I straciłem Twoje zaufanie.
Wszystko, co robiłem wynikało z mojego szczerego, prawdziwego i głębokiego uczucia. Spędziliśmy wspólny tydzień, walczyliśmy w sterylnych warunkach. A gdy element sterylności wyparował, wyparowało wszystko to, co wybudowaliśmy. A to wszystko przez jedną osobę.
Czuję się załamany. Potrzebuję Cię. A Ty znikasz, oddalasz się... i milczysz. Nie wiem, co gorsze. Chyba ta cisza. Przerażająca cisza i bezsilność. Naprawdę nie wiem, co się dzieje. Boję się. I brakuje mi Twoich słów. Przyzwyczaiłem się do całodniowych rozmów. A dziś panuje cisza. PRZERAŻAJĄCA cisza, Tak bardzo Cię kocham, a Cię tracę.
Twoja mama powiedziała, że zgłosiła, że Was nękam na Policję. Ale to nie prawda! Ani razu nie powiedzieliście, że nie chcecie, bym się odzywał. Było dobrze. A jeden dzień, jedna sytuacja spowodowała, że wszystko jebło.
Nie mogę się z tym wszystkim pozbierać. Modlę się, by to wszystko minęło, byśmy o tym zapomnieli. Powrót do szczęścia jest możliwy. Ale nie wiem, co muszę zrobić, byśmy wrócili na stare tory, za którymi tak bardzo tęsknię.
Przemyśl to. Nie wiem, czy to przeczytasz. Wiem jednak, że boli nas to tak samo. Jeszcze dzisiaj otrzymałem nadzieję, gdy się widzieliśmy. Ale mocno się boję o wszystko. Tak, jak napisałem w poprzednim poście: "Love me like you do", please... And don't hurt me. I will not be able to live without you...". I teraz wiem, że nie potrafię żyć bez Ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz