piątek, 28 czerwca 2019

Niewiadoma

Cześć.

Zaczynam pisać te słowa, nie wiedząc zupełnie dokąd zmierzam, co chciałbym nimi przekazać. Chyba właśnie stąd też tytuł. Ten wpis będzie jedną wielką niewiadomą... nawet dla mnie.

Kilka ostatnich dni to jakieś wielkie nieporozumienie. Dawno nie miałem takich wahań nastrojów... znacie to? Wstajesz z nastawieniem dość neutralnym. Nie mija pół dnia, jak czujesz, że ten dzień cię wypala. Następuje wkurwienie na wszystko i wszystkich. Potem spotykasz na swojej drodze kogoś, kto sprawia, że dzień staje się mega dobry. Aż nagle i nieprzewidywalnie trafia się taka persona, która umiejętnie zaś Ci go spierdoli. Wracasz przez nią do domu przed 24, słuchasz dwa, no może trzy utwory i zasypiasz samemu w łóżku, próbując sobie to jakoś wszystko ułożyć.

Potem następuje kolejny dzień. Tym razem - wstajesz wyspany, wypoczęty. Idziesz do pracy i do ludzi, których lubisz. Jest piątek. Śmiejesz się, wygłupiasz. Jest ci chwilowo dobrze. Potem wybierasz się na samotny wypad, by trochę odetchnąć. Udaje się! Jesteś zadowolony.

I na koniec wracasz do pustego domu. Chciałbyś z kimś porozmawiać, z kimś ci naprawdę bliskim. Ale nikt taki nie istnieje, nikt taki nie ma dla ciebie czasu. Przecież są ważniejsze sprawy na głowie. Okej, jesteś w stanie to jakoś przeboleć - jak nie dziś, to jutro. Po drodze oczywiście trafia się kolejna pipa, która psuje ci kolejny dzień...

Wiem, że cytowanie Stalina może nie być zbytnio taktowne. Ale akurat z tym zdaniem tak bardzo się zgadzam... co mi po tym wszystkim, jak na koniec dnia nie mam z kim wypić filiżanki herbaty...?

I tak dzień za dniem. Z dnia na dzień przywykasz do tej samotności; wiesz, że ona jest nieszkodliwa. Czujesz się zły, sfrustrowany, że świat jest tak zły. Zastanawiasz się, czym poprawić sobie humor. -Lody, muzyka, praca - to wszystko już nie działa. Szukasz kopa. Nic ci go nie daje. Zupełnie nic... 

Mimo sukcesów, które osiągasz - zawodowe, nowe kontrakty; utrata wagi -- czujesz, że to nie to. Czujesz, że świat cię nie docenia, że to wszystko jest o kant dupy rozbić. Ale wierzysz. Bo co innego ci pozostaje, poza wiarą? Kiedyś od dna się trzeba odbić.

I mimo pełnych perspektyw, mimo niby sielskiego życia; pomimo tych wszystkich osiągniętych kamieni milowych - dochodzisz do miejsca, gdzie nie masz nawet z kim o swoich osiągnięciach porozmawiać. I myślisz, czy to kiedyś się zmieni, ile jeszcze. Cóż, nawet ja nie znam na to odpowiedzi.

Ciągle społeczeństwo wymaga od ciebie ubierania masek. Przecież nie możesz mieć gorszego dnia, nie możesz mieć dołka, nie możesz być chory. Przecież to jest niedopuszczalne. Trwasz w tym gównie sam i nikt, zupełnie nikt się tym nie interesuje. Wszyscy udają zainteresowanie - w ten sam sposób, w który ty musisz ubrać maskę "nic_mi_nie_jest".

Nie odbierajcie tego posta jakoś bardzo negatywnie. Wbrew pozorom, tutaj nie muszę ubierać maski. Nawet nie wiem, kim jesteście, drodzy czytelnicy. Ba, nawet nie wiem, czy ktokolwiek to czyta... co sprawia mi pewną radość - mogę sobie pozwolić na większą dowolność i... wolność. Choć nie wiem, jak długo ona jeszcze potrwa z PiS...

Wbrew pozorom dziś czuję się emocjonalnie neutralny, wypłowiały. Nie wiem, czy targa mną wkurw na klientów, bezsilność, brak bliskości... naprawdę nie potrafię tego określić. Ten stan jest nawet dobry. Wolę nie czuć nic, zrzucić to na zmęczenie i iść dalej, niż niepotrzebnie przeżywać te emocje, które szkodzą. Czasem mam ochotę krzyczeć, ale mam wrażenie, że i tak nikt tego nie usłyszy. A cichy płacz każdemu jest na rękę. Niezbyt nachalny, wręcz dostojny. Nie wywołuje "niepotrzebnych" zrywów empatii... 

Abstrahując od tego chciałbym powiedzieć, że YouTube zaczął mnie chyba lubić. Co kilka dni zdarza mu się podrzucić mi kawałek, który wpada mi w ucho. A że jestem melomanem, nitka po nitce odkrywam więcej. I jak osiągam szczyt danego twórcy, bardzo chętnie nim się z Wami dzielę. 
I tym razem niech to będzie Julia Westlin z utworem "Faith Will Do". Trzydziestojednoletnia piosenkarka i modelka, urodzona w Sztokholmie. Obecnie przebywa w Kanadzie, gdzie nastąpił jej największy muzyczny rozkwit.
See the rivers I found
Flowing wild under ground
What you see with your eyes
what you don’t you feel inside 
Out the winds they may shift
on the way as we drift
But I know in my heart 
We belong to the stars...


Z tym wszystkim Was zostawiam. Bez motta, meritum. Bez kropki nad "i". Sam właśnie jestem w tym miejscu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz