Cześć!
Czterotysięczny raz skończyłem właśnie oglądać serię Harrego Pottera. Wiem, niby bajka, mówili; marnowanie czasu, mówili. Nie mogę się jednak z tym zgodzić. Za każdym razem czytając czy oglądając dokładnie całą sagę odkrywam nowe, uniwersalne prawdy życiowe. Wstyd się może przyznać, ale nawet za tym czterotysięcznym razem, oglądając każą z części, wzruszałem się.
Czterotysięczny raz skończyłem właśnie oglądać serię Harrego Pottera. Wiem, niby bajka, mówili; marnowanie czasu, mówili. Nie mogę się jednak z tym zgodzić. Za każdym razem czytając czy oglądając dokładnie całą sagę odkrywam nowe, uniwersalne prawdy życiowe. Wstyd się może przyznać, ale nawet za tym czterotysięcznym razem, oglądając każą z części, wzruszałem się. "Oczy skrzata odszukały go, usta zadrżały, gdy z trudem wypowiedział słowa:
- Harry... Potter...
A potem drgnął lekko i znieruchomiał, a jego oczy były już tylko wielkimi, szklistymi kulami pocętkowanymi odbiciem gwiazd, które przestał widzieć."
J.K. Rowling – Harry Potter i Insygnia Śmierci
Rowling dokonała czegoś niemożliwego. Nie chciałbym w tym miejscu popadać w herezję, jednak cała saga może być porównywalna do Biblii. Walka dobra ze złem, zwycięstwo dobra, ofiary, które to zło pochłania... i masa elementów przypowieści, w których zawsze pada mądrość, z której powinniśmy czerpać jak najwięcej.
Nie musisz się wstydzić tego, co teraz czujesz. Przeciwnie… to, że odczuwasz taki ból, jest twoją największą siłą.
J.K. Rowling – Harry Potter i Zakon Feniksa
Twórcy filmów zadbali również o perfekcyjnie dopracowany soundtrack. Dla mnie osobiście numerem 1 na liście całego soundtracku z wszystkich części jest utwór zatytułowany "Dumbledore's Farewell" z albumu "Harry Potter and the Half-Blood Prince". Tak idealnego odwzorowania emocji w tak instrumentalnie prostym utworze nie miałem okazji poznać.
Ponadto, według rekomendacji Filmweb, w oparciu o moje dotychczasowe preferencje filmoteki, postanowiłem obejrzeć film "Piękny umysł" z 2001 roku (A Beautiful Mind) oraz Szósty Zmysł z 1999 r. (The Sixth Sense).
Coś się skończyło, coś trzeba zacząć. Dziś miałem okazję obejrzeć komedię "Oszustki" (The Hustle) z tegorocznej produkcji. Film lekki, zaskakujący. Momentami sztampowy i przewidywalny, ale jako reprezentant gatunku lekkiej komedii (romantycznej - lekko spojlerując, ale to należy zaznaczyć) spełnia swoją rolę w odbiorze.
W moim kalendarzu w ciągu najbliższych dni musi znaleźć się miejsce na kilka filmów. Wstyd się przyznać, ale nie miałem okazji jeszcze zapoznać się z filmem "Gra Tajemnic" (The Imitation Game) z 2014 roku. Podejrzewam, że będzie to pierwszy film, który obejrzę. Z tego samego roku chciałbym obejrzeć film Tammy. Wydaje się, że rok ten był wyjątkowo twórczy dla filmowców, gdyż w planach mam jeszcze jeden film: "Między nami bliźniętami" (The Skeleton Twins).
Ponadto, według rekomendacji Filmweb, w oparciu o moje dotychczasowe preferencje filmoteki, postanowiłem obejrzeć film "Piękny umysł" z 2001 roku (A Beautiful Mind) oraz Szósty Zmysł z 1999 r. (The Sixth Sense).
I na sam koniec - klasyka. Dla poprawy humoru i by bez obaw przyznać się do płynących łez, postanowiłem obejrzeć film "Titanic" z '97 roku. "Nie żałuj łez - usiądź i porządnie się wybecz. Użyj sobie i szlochaj z całych sił! Tylko, czy naprawdę poczujesz wtedy ulgę?" ("Moc łez" - Joachim Marschall).
Prywatnie zaś przyznam się Wam, że powolutku pojawia się światełko w tunelu. Kompan, z którym mogę przegadać dzień i noc, nie będąc znużonym. Człowiek, którego warto poznać. Takie malutkie ciepełko na serduszku. Tym razem nie popełnię jednak błędu. Stąpam po cienkim lodzie, absolutnie nie mam zamiaru się z niczym śpieszyć. Chyba muszę dojrzeć do tego, by określić czego pragnę. Wiem jedno - jest to osoba, która jest normalna, która dąży do normalności. A tej normalności tak mi brakowało. Nie
wierzę w utopię, nie wierzę w złudzenia. Niech czas przyniesie swoje; pośpiech nie pomaga. Choć osobiście zrobię wszystko, by nie utracić TAKIEGO kontaktu. Tylko trzeźwe spojrzenie pozwala nam uniknąć niepotrzebnego rozczarowania. Sam też takowe mogę sobą nieść. A kolejnej emocjonalnej dramy nie potrzebuję. Mimo, że jesteśmy tak inni, z tak innymi poglądami; mimo, że dzieli nas kilka województw, chcę dać sobie (a może nam?) szansę. Ponowne nabranie zaufania do ludzkości wymaga jednak czasu. A tego chyba mi nie brakuje...
W poniedziałek nareszcie kończę L4. Ze zdrowiem jest odrobinę lepiej. Odpocząłem bardziej, niż mogłem przypuszczać. Całkiem możliwe, że wybiorę się na samozwańczy turnus rehabilitacyjny, by zażyć trochę zieleni. Zobaczymy, jakie pomysły mózg przyniesie.
I moi drodzy, kończąc optymistycznym akcentem - mamy wakacje, mamy lato... wykorzystajcie ten czas z rodziną, najlepiej jak potraficie. Podróże kształcą. Skorzystajcie z urlopu, zapomnijcie o pracy, o obowiązkach domowych; wsiądźcie do pociągu byle jakiego... i choć przez chwilę poczujcie się wolni! Tego Wam i w sumie sobie życzę! ;-)
Wrzucam kawałek, który wpadł mi w ucho kilka dni temu. Zakochałem się w nim i w zespole Haevn (holenderski zespół tworzący muzykę w stylu indie, ambient, soundtrack).
Tym razem nie dokonam jego interpretacji.
Trzymajcie się ciepło!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz